Pewex...


 

                Wchodząc do sklepu z lat sześćdziesiątych widzimy następującą scenę: na półkach produkty głównie rodzimej produkcji, ewentualnie kilka winogron czy brzoskwiń z demoludów, których ceny przyprawiały ubogie społeczeństwo o ból głowy. Dzieci więc takie rarytasy jak egzotyczne owoce czy słodycze dostawały zazwyczaj na święta. Sklepy przez cały okres PRL-u bardzo słabo zaopatrzone były w mięso, obojętnie czy było na kartki czy nie. Kolejka w rzeźniku to był stały element krajobrazu polskiego z tego okresu czasu. W latach sześćdziesiątych sklepy w ogóle były słabo zaopatrzone, chociaż nie osiągnięto jeszcze stanu z lat osiemdziesiątych, kiedy to półki dosłownie świeciły pustkami, a rola pani ekspedientki polegała na powtarzaniu przez kilka godzin dziennie dwóch słów: "Nie ma". Czasami można było dostać produkty z zachodu, jednakże należy tu podkreślić istotną sprawę: produkty zagraniczne absolutnie nie mogły pochodzić z państw kapitalistycznych, które przecież uważane były za ówczesne zagrożenie dla dobrego ustroju komunistycznego, w którym każdy człowiek jest szczęśliwy. No, z tym szczęściem to tak nie przesadzajmy, bo oprócz partyjniaków nikt tam zbytnio nie był zadowolony. Przynajmniej nikt inteligentny i zdrowo myślący pomimo chorego ustroju państwa.
               W "Peweksie" zakupy były prawdziwa przyjemnością. Każda ekspedientka potrafiła gustownie klientowi doradzić, bo znakomicie znała się na towarze. Panie przechodziły obowiązkowe szkolenie kapitalistycznego "towaroznawstwa". A do pomocy miały wielostronicowy informator, służący do rozpoznawania zachodnich produktów. Doskonale wiedziały zatem, jak z klasą zaspokoić potrzeby klienta w zależności od jego gustu i zasobności dolarowego portfela. "Pewex" był wyjątkowym miejscem. Pachniało tu dobrymi kosmetykami i południowymi owocami. Ekspedientki były uśmiechnięte i uprzejme. Z półek kapało bogactwo i przepych kapitalizmu: od słodyczy przez alkohole, odzież, zabawki po sprzęt elektroniczny. Wszystko na wyciągniecie ręki. Warunek był tylko jeden: trzeba było mieć dolary (lub inna twardą walutę) albo tzw. "bony Pekao". Dzieci kolekcjonowały "historyjki" po "donaldach" (45 centów za 10 sztuk) i puszki po napojach (legendarna coca-cola za 30 centów). Na pniu schodziły banany, pomarańcze, cytryny i wszelkie owoce południowe. W ogromnych ilościach szły spodnie dżinsowe (na "Levisy" młodzież pracowała cały miesiąc, a i to czasem nie wystarczało), bluzki, sukienki, a przede wszystkim dobre i niepowtarzalne materiały. Do tego zabawki, kosmetyki, zegarki elektroniczne, złoto, kasety magnetofonowe itd. i to wszystko bez kolejki !!!. Sam pamiętam, jak w dzieciństwie odwiedzałem Pewex, to tak jakbym wyjechał za granicę, pełne półki, same wspaniałości i ten niezapomniany zapach słodyczy, alkoholi... jeszcze dziś potrafię go sobie przypomnieć. To była prawdziwa przyjemność - kupić sobie Snickersa za parę centów i delektować się nim przez pół godziny :)))
              
W PEWEX-ach można było kupować tylko za dolary lub bony towarowe. Dolarów oczywiście nikt w domu nie mógł trzymać, chyba że dostał je w legalny, udokumentowany sposób. Jeżeli dostaliśmy je jednak w prezencie, na przykład od rodziny z Ameryki (wówczas wielu Polaków miało rodziny za zachodzie, pozostałości jeszcze z emigracji zarobkowej lub emigracji po II Wojnie Światowej), szliśmy wówczas do banku PeKaO, w którym mogliśmy wybrać przesłaną do nas kwotę w postaci bonów towarowych. Pierwsza emisja takich bonów zwanych też "polskim dolarem" nastąpiła 1 stycznie 1960 roku, kolejne w 1969 i 1979 roku.
               Wraz z zapotrzebowaniem ludzi na zagraniczne towary, a co za tym idzie na zachodnią walutę (głownie marki i dolary), rozpowszechniał się czarny rynek walut. Ludzie posiadający dużą ilość obcej waluty, chętnie z kilkakrotnym przebiciem, sprzedawali ją potrzebującym, których raczej nigdy nie brakowało. Zaczęto także prowadzić nielegalne kantory, w których można było wymienić walutę.
               W lipcu 1993 roku do Sadu Gospodarczego w Warszawie wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości Pewex-u - niegdyś jednej z największych i najlepiej prosperujących sieci sklepów w Polsce. Wniosek złożył przedstawiciel Sanyo, któremu Pewex nie płacił za dostarczony sprzęt audio-video.

jeden z punktów sprzedaży Pewexu. Wygląda na mały "Pewexik", najprawdopodobniej w jakimś hotelu, lata 70-te. Na półkach widoczne między innymi papierosy Marlboro, szynka w puszkach i duży wybór markowych alkoholi.

 


BACK