Wojna obronna 1939 roku i okupacja w numizmatyce polskiej


 

                O przygotowaniach militarnych Polski przedwrześniowej do wojny wszyscy w jakimś stopniu wiedzą, natomiast mało komu znane są związane z tym sprawy finansowo - skarbowe, a ściślej mówiąc sprawy subsydiowania zbrojeń i sprawy zabezpieczenia i przystosowania istniejącego systemu pieniężnego do warunków okresu wojennego.
               Oczywistą rzeczą jest, że w obliczu niemieckiego zagrożenia, wymagającego wzmożonego wysiłku zbrojeniowego, państwo nie było samo w stanie ponieść całego ciężaru kosztów związanych z dozbrojeniem armii, uzbrajanej na co dzień ze szczupłych budżetów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i dlatego zmuszone było zwrócić się o pożyczki do swoich zagranicznych sojuszników oraz do własnego narodu. Starania rządu polskiego o zagraniczną pomoc militarną dla Polski zostały w dniu 2 sierpnia 1939 r. uwieńczone podpisaniem w Londynie pożyczki angielskiej na cele obrony państwa w wysokości 8 163 300 £. W Dzienniku U.R.P. nr 73, poz. 490, ukazał się dekret prezydenta RP z dnia 8 sierpnia 1939 r., upoważniający ministra skarbu do zaciągnięcia tego kredytu. Drugą przyznaną Polsce na te same cele, była pożyczka francuska w wysokości 430 000 000 franków. Formalny dekret prezydenta RP w tej sprawie podpisany został 30 sierpnia 1939 r. i ogłoszony w Dz.U.R.P. z dnia 31 sierpnia 1939 roku.
               Były też pożyczki wewnętrzne, dla których wprawdzie wydrukowano na krótko przed wybuchem wojny obligacje, ale nie zdążono ich już rozprowadzić wśród subskrybentów. Były to rozpisane z 1939 roku 5% Pożyczka Obrony Przeciwlotniczej i 3% Bony Obrony Przeciwlotniczej na cele rozbudowy lotnictwa wojskowego i uzupełnienia artylerii przeciwlotniczej. Obligacje pożyczki opiewały na kwotę 100 zł, a bony emitowano w odcinkach 20-złotowych. Rozpisanie subskrypcji na te pożyczki zarządził minister skarbu z dniem 5 kwietnia 1939 r. na mocy ustawy z dnia 27 marca 1939 r. o dotacjach na rzecz Funduszu Obrony Narodowej i o inwestycjach z funduszów państwowych w okresie od 1 kwietnia 1939 do 31 marca 1942.
               W 1934 roku, kiedy jeszcze nie mówiło się o wojnie, zaczęto przygotowywać specjalne asygnaty skarbowe dla potrzeb planowanej mobilizacji powszechnej. Miano nimi płacić za odstąpione państwu przy poborze świadczenia rzeczowe, np. za konie, wozy, paszę. Cała emisja asygnat składała się z następujących wartości: 10, 20, 50, 100 i 500 złotych. Asygnaty te wprowadzone zostały do użytku rozporządzeniem ministra skarbu z dnia 29 sierpnia 1939, wydanym w porozumieniu z ministrem spraw wojskowych, na podstawie art.76 i 95 ust. z dnia 30 marca 1939 o powszechnym obowiązku świadczeń rzeczowych (Dz.U.R.P. nr 30, poz. 200). Na asygnatach nie podano terminu płatności, co było zupełnie zrozumiałe, poza tym asygnaty nie były oprocentowane.
               Drugim poważniejszym środkiem służącym do regulowania należności za dostawy dla armii i za inne świadczenia na rzecz gospodarki wojennej były wprowadzone do użytku 15 lipca 1939 rozporządzeniem ministra skarbu z dnia 28 czerwca 1939 (Dz.U.R.P. nr 61, poz. 402) bilety skarbowe nowego typu, na ogólną kwotę 650 000 000 złotych. Przygotowano następujące odcinki biletów: 1 000, 5 000, 10 000 i 50 000 złotych. Bilety te były również nieoprocentowane, ale chyba ze względu na bardzo wysokie nominały miały termin płatności, który był drukowany, wpisywany lub stemplowany.
               W powyższych przygotowaniach poważne znaczenie miało przedsięwzięcie zapobiegające zakłóceniom obiegu pieniądza, jakie mogłyby wystąpić zaraz na początku wojny na skutek przewidywanego zniknięcia z rynku monet srebrnych. Dla wypełnienia mogącej powstać z tego powodu luki, przygotowano na kilka lat przed wybuchem wojny i trzymano w zanadrzu banknoty Banku Polskiego w odcinkach dwu-, pięcio- i dziesięciozłotowych. Jak wiadomo, ukazały się one w obiegu w końcu sierpnia 1939 roku. Ponadto, w celu zasilenia rynku pieniężnego dodatkowymi środkami płatniczymi, przygotowywano na rachunek Skarbu Państwa bilety Państwowe.
               Na zlecenie Wydziału Wojskowego Ministerstwa Skarbu wykonano projekty biletów państwowych emisji 1 października 1938 roku, z których tylko jeden nominał - 1 złoty z portretem Bolesława Chrobrego wszedł do realizacji i został w 1939 roku całkowicie ukończony. Pozostałe dwa: 2 złote ze Stefanem Batorym i 5 złotych z Janem Sobieskim nie doczekały się realizacji. W okresie od kwietnia do 6 września 1939 r. wyekspediowano z PWPW do Wydziału Wojskowego Ministerstwa Skarbu 12 430 000 sztuk gotowych biletów państwowych. Pewna część biletów ukazała się w pierwszych dniach wojny w obiegu. Znalazły się one w obiegu w niejasnych okolicznościach, ponieważ nie opublikowano nigdzie żadnego aktu prawnego mówiącego o ich wypuszczeniu. Sądzić należy, że przyczyną tego było jak najdłuższe utrzymanie tej sprawy w tajemnicy, a potem po prostu już nie zdążono tego ogłosić.
               Liczono się także z koniecznością wycofania z obiegu w okresie wojny i zastąpieniem jakimś mniej wartościowym metalem monet z niklu, który byłby wtedy bardzo potrzebnym surowcem dla przemysłu zbrojeniowego. W notatce prasowej PAT z dnia 26 sierpnia 1939 r. podano, że prezydent RP podpisał w dniu 26 sierpnia 1939 r. dekret o monetach ze stali. Na mocy dekretu, obok środków płatniczych wybijanych przez Skarb Państwa, na podstawie rozporządzenia prezydenta RP z 1927 roku, zapowiedziano wprowadzenie do obiegu monet za stali o nominale 50 gr. i 20 gr. Następnie podano, że monety te mogą być niklowane i że będą bite na rachunek Skarbu Państwa. Waga 50-groszówki miała wynosić 5 g, a średnica 23 mm, zaś 20-groszówki 3 gramy, a średnica 20 mm. Wcześniej, bo w 1938 r. w Mennicy Warszawskiej wykonano wzorce tych stalowych monet zastępczych, ale masowego bicia doczekała się jedynie moneta 50-groszowa, której pewne ilości weszły do obiegu jeszcze przed wybuchem wojny, a potem była bita przez Niemców i znana jest jako moneta okupacyjna. Część przygotowywanych przed wojną monet została poniklowana, lecz do obiegu weszły wszystkie, również te których nie zdążono poniklować. Istnieją trzy odmiany tych 50-groszówek: niklowane ze znakiem mennicy, niklowane bez znaku mennicy i nie niklowane bez znaku mennicy. Różniły się  one od przedwojennych monet niklowanych jedynie wizerunkiem orła i datą. Dotychczasowego orła stylizowanego zastąpiono orłem urzędowym, takim jaki od 1928 roku był na monetach srebrnych i na niklowanej złotówce. 50-groszówki te zyskały sobie wśród społeczeństwa miano "kogutów" i upamiętniły się tym, że w partacki sposób położono na nich nikiel, co powodowało jego łuszczenie się i w konsekwencji rdzewienie monet. Z tego powodu trudno dziś o nieskorodowane egzemplarze.
               Przewidywana wojna, na nasze wielkie nieszczęście przyszła wcześniej niż była spodziewana. Wszystkie przedstawione tu przygotowania do niej okazały się jeśli nie grubo spóźnione, to w warunkach wojny błyskawicznej mało skuteczne lub zupełnie nieprzydatne. Na pewno przydatne były asygnaty skarbowe, ale chyba nie wszędzie one dotarły na czas, gdyż jest ich nadspodziewanie mało (obecnie), a jeszcze mniej jest urzędowo wystawionych, to znaczy takich, które mają na odwrocie stempel urzędu skarbowego. Niewiele lepiej jest z 1-złotowymi biletami państwowymi, których przecież tak dużo wydrukowano. Częściowo można to wytłumaczyć tym, że znaczna ilość tych banknotów była ewakuowana z Warszawy przez wojsko, które w krytycznej sytuacji zatopiło je w Sanie koło Rozwadowa.
               Przegrana kampania wrześniowa nie oznaczała jeszcze przegranej wojny, Polacy walczyli dalej, zarówno na wszystkich frontach Europy, jak i na froncie podziemnym w kraju. Najprostszą i najwcześniej stosowaną formą walki z okupantem było oczywiście fałszowanie okupacyjnych pieniędzy papierowych. Zaczęło się to już od podrabiania niemieckich nadruków na przedwojennych polskich banknotach 100-złotowych. Akcję tę zainicjował polski ruch oporu, który tą drogą zdobywał fundusze na działalność konspiracyjną. Były to jeszcze skromne początki, będące jednak zalążkiem przyszłej, wielkiej akcji podrabiania banknotów, które były następnie wymieniane w PWPW na oryginalne. Akcja ta ze względu na duże ryzyko dekonspiracji została po pewnym czasie zaniechana. Wobec niemożliwości zaopatrywania się w ten sposób w pieniądze w kraju, wszystkie materiały związane z produkcją banknotu 500-złotowego "górala" przekazano do Londynu. Wykonane tam i zrzucane w Polsce banknoty były niemal bez zarzutu, a mimo to przy próbie zamiany w jednym z oddziałów Banku Emisyjnego w Polsce zostały rozpoznane i skonfiskowane. W tej sytuacji ruch oporu, pozbawiony dopływu pieniędzy z tych źródeł, zmuszony był zdobywać gotówkę w różnych akcjach zbrojnych na niemieckie instytucje finansowe i banki, jak np. słynna akcja na KKO czy akcja na transport pieniędzy na Senatorskiej. W pewnym stopniu patriotyczne podziemie korzystało też z ofiarności społeczeństwa, które w razie potrzeby składało dary pieniężne. Dla jednej z takich akcji zbierania pieniędzy grupa pracowników PWPW przygotowała w 1942 roku specjalne cegiełki z napisem "dar na Polską Armię Podziemną".
               Jedną z form walki z okupantem w jego własnym kraju, jak i na terenach okupowanych, była dywersja psychologiczna, prowadzona wszystkimi dostępnymi środkami i pod różnymi postaciami, także pod postacią banknotu ulotki. Po tę formę propagandy sięgnął polski Ruch Oporu, zalecając komórce propagandowej, oznaczonej kryptonimem "N", zaprojektowanie i opracowanie do druku ulotki dywersyjnej, opartej na niemieckim banknocie 5-markowym Wehrmachtu dla okupowanych terenów. Autorem pomysłu zastąpienia tekstów oryginalnych napisami dywersyjnymi adresowanymi do Niemców był artysta grafik Stanisław Miedza - Tomaszewski, który pomysł przekazał do realizacji pracowni specjalistycznej, wchodzącej w skład komórki legalizacyjnej Komendy Głównej AK. Zlecenie wykonania tekstów i opracowania rozkładówki kolorów otrzymał na początku roku 1944 artysta grafik Bolesław Penciak, ówczesny instruktor rysowni litograficznej w Szkole Przemysłu Graficznego w Warszawie przy ulicy Konwiktorskiej 2. Fotograficzne wyciągi kolorów i trawionki na cynku do druku typograficznego wykonał instruktor chemigrafii tejże szkoły Michał Mazek. Druk odbywał się w jednej z miejscowości podwarszawskich. Wszystkie napisy na banknocie, z wyjątkiem napisu "Fünf Reichsmark", zostały zmienione w swej treści tak, aby zastępcze słowa nie zmieniły układu graficznego kompozycji banknotu. Treść zmienionych w ten sposób napisów dywersyjnych na awersie w tłumaczeniu na język polski brzmiała następująco: Pięć Reichsmarek otrzyma twoja rodzina, jeśli ty zginiesz na froncie", podpisano "Zarząd Główny Rzeźni Hitlerowskiej". W okrągłej pieczątce wokół gapy umieszczono napis "Niech żyje pokój i wolność". Na stronie odwrotnej napisy rozmieszczone po bokach banknotu zastąpiono następującymi tekstami: "Szanuj życie, myśl o twoich dzieciach - wojnę przegraliśmy już dawno".
               Niemcy , jak również Polacy znający język niemiecki z łatwością rozpoznawali, że mają do czynienia z wrogą wobec Niemców ulotką. Kolportaż tych banknotów - ulotek odbywał się przez podrzucanie ich w pociągach jadących na wschód i w obrębie stacjonowania wojsk niemieckich. Forma ulotki pozwalała na łatwiejszy jej obieg i dłuższą żywotność, gdyż mimo strachu chciano ją zachować. Była to bądź co bądź ciekawostka, którą przechowywano i przekazywano w zaufaniu znajomym. Niejednego też Niemca może skłoniła do zastanowienia się nad sytuacją i zrewidowania swych poglądów, o co przecież chodziło jej twórcom. 
               Panowanie niemieckie w Generalnej Guberni zaznaczyło się w numizmatyce polskiej. oprócz znanych powszechnie "młynarek", także biletami skarbowymi (Schatzanweisungen), których wypuszczono XIV emisji i kilkoma emisjami weksli skarbowych (Schatzwechsel). Są też niestety pamiątki, które przypominają nam krwawe represje okupanta wobec narodu polskiego, czyli asygnacje kontrybucyjne, opiewające na różne sumy nakładanej na mieszkańca kontrybucji.  Należy przy tym pamiętać, że nie były to tylko represje finansowe, gdyż każda kontrybucja nakładana była za jakąś akcję ze strony podziemia i połączona była zawsze z krwawym odwetem okupanta. Pierwsze asygnacje kontrybucyjne pochodzą z 1942 roku, są to asygnacje dla Warszawy.

 Tekst autorstwa Kazimierza Madeja - Biuletyn Numizmatyczny Nr 10-12, 1989 r.


BACK